Katecheza 19 kwietnia 2026.
Jak rozumieć tekst Koronki do Bożego Miłosierdzia?
Jedną z form kultu Bożego Miłosierdzia, przekazaną przez Świętą Siostrę Faustynę
Kowalską, jest modlitwa Koronki. Jest ona głęboko zakorzeniona w tajemnicy męki, śmierci i
zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Jej treść i duchowość prowadzą nas do odkrywania
nieskończonego miłosierdzia Boga, które objawiło się najpełniej właśnie na krzyżu. Jezus
podyktował Siostrze Faustynie słowa koronki w Wilnie w 1935 roku. W wizji święta zobaczyła
anioła, który miał ukarać ziemię za grzechy, jednak dzięki modlitwie, której nauczył ją Chrystus,
kara została oddalona. Jezus polecił jej odmawiać tę modlitwę jako sposób wypraszania
miłosierdzia dla świata. Powiedział także, że przez nią można uprosić wiele łask, szczególnie dla
grzeszników i konających.
Koronka do Bożego Miłosierdzia jest ściśle związana z męką Pana Jezusa. Każde jej
wezwanie odwołuje się do ofiary Chrystusa złożonej na krzyżu. Najważniejsze słowa modlitwy
brzmią: „Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna
Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata”. W
tym akcie wierzący zwraca się bezpośrednio do Boga Ojca, ofiarując Mu to, co najcenniejsze –
zbawczą ofiarę Jego Syna. Jest to niezwykle głęboka prawda teologiczna: człowiek sam z siebie
nie jest w stanie wynagrodzić za swoje grzechy, ale może zwracać się do Boga Ojca, powołując się
na zasługi męki Jezusa. To właśnie ofiara Chrystusa – Jego cierpienie, przelana krew i oddane
życie – stanowi fundament naszego zbawienia i źródło wszelkiego miłosierdzia.
W kolejnych wezwaniach koronki powtarzamy słowa: „Dla Jego bolesnej męki miej
miłosierdzie dla nas i całego świata”. Tym samym nieustannie przywołujemy mękę Jezusa jako
argument w naszej modlitwie. Prosimy Boga Ojca, aby spojrzał na cierpienie swojego Syna i ze
względu na nie okazał światu miłosierdzie. Koronka jest więc nie tylko modlitwą błagalną, ale
także kontemplacją męki Chrystusa. Pomaga wierzącym zatrzymać się nad tajemnicą krzyża i
uświadomić sobie, jak wielką cenę zapłacił Jezus za nasze zbawienie. Jednocześnie przypomina,
że miłosierdzie Boga jest większe niż każdy grzech.
Podsumowując, koronka do Bożego Miłosierdzia jest modlitwą głęboko chrystologiczną i
jednocześnie skierowaną do Boga Ojca. Uczy nas, że źródłem wszelkiej nadziei jest męka i ofiara
Jezusa Chrystusa. Przez tę modlitwę wierzący staje przed Ojcem nie z własnymi zasługami, lecz z
największym darem – ofiarą Jego Syna – i z ufnością prosi o miłosierdzie dla siebie i całego
świata.
Katecheza 12 kwietnia 2026.
Jakie jest znaczenie Święta Miłosierdzia Bożego?
Święto Miłosierdzia Bożego jest jedną z najważniejszych form kultu Bożego
Miłosierdzia, przekazanych przez Jezusa za pośrednictwem św. Faustyny Kowalskiej.
Stanowi ono szczególne zaproszenie dla całego Kościoła, aby jeszcze głębiej odkryć miłość
Boga.
Jezus wskazał, że ma być ono obchodzone w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Nie
jest to przypadkowy wybór. Ten dzień kończy oktawę Zmartwychwstania Pańskiego, a więc
czas, w którym Kościół szczególnie rozważa zwycięstwo Jezusa nad grzechem i śmiercią.
Miłosierdzie Boże objawia się najpełniej właśnie w tajemnicy paschalnej – w męce, śmierci i
zmartwychwstaniu Chrystusa. Według zapisków św. Faustyny Jezus wielokrotnie wyrażał
pragnienie ustanowienia tego święta. Mówił, że pragnie, aby w tym dniu ludzie mogli w
sposób szczególny zanurzyć się w Jego miłosierdziu. Podkreślał także, że jest to dzień
wielkich łask dla całego świata. Szczególnie ważna jest obietnica związana z tym świętem:
kto w tym dniu przystąpi do spowiedzi i Komunii Świętej, dostąpi zupełnego odpuszczenia
win i kar. Jest to dar niezwykły, porównywany do łaski chrztu świętego, ponieważ oznacza
całkowite oczyszczenie duszy. Święto Miłosierdzia jest więc dniem nadziei dla każdego
człowieka, zwłaszcza dla tych, którzy czują się obciążeni grzechem lub oddaleni od Boga.
Jezus podkreślał, że w tym dniu „otwarte są wszystkie upusty Boże”, a więc każdy może
zaczerpnąć z Jego łaski bez miary. Warunkiem jest jednak ufność i otwarte serce.
To święto zostało oficjalnie wprowadzone do liturgii Kościoła przez św. Jan Paweł II
w roku 2000, w dniu kanonizacji św. Faustyny. Papież ten, który sam głęboko przeżywał
tajemnicę Bożego miłosierdzia, pragnął, aby orędzie przekazane przez Faustynę dotarło do
całego świata. Dzięki jego decyzji Święto Miłosierdzia stało się dniem obchodzonym w
całym Kościele.
Święto Miłosierdzia uczy nas postawy ufności. Bez niej trudno przyjąć Boże dary.
Człowiek często wątpi, boi się lub nie wierzy, że może otrzymać przebaczenie. Tymczasem
Jezus przypomina, że Jego miłosierdzie jest większe niż każdy grzech i każda słabość. Patrząc
na sens tego święta, można powiedzieć, że jest ono szczególnym momentem spotkania
człowieka z Bogiem. To dzień, w którym Jezus w sposób wyjątkowy pochyla się nad ludzką
biedą i zaprasza każdego do swojego serca. A odpowiedzią człowieka powinno być jedno
proste, ale bardzo głębokie wyznanie: „Jezu, ufam Tobie”.
Katecheza 29 marca 2026.
Jak interpretować tło wizerunku Jezusa Miłosiernego?
Tło obrazu Jezusa Miłosiernego w wersji wileńskiej, autorstwa Eugeniusz
Kazimirowskiego, pomaga nam głębiej zrozumieć przesłanie całego wizerunku. Obraz
posiada ciemne, jednolite tło. Nie ma tam żadnych szczegółów ani konkretnych detali. Ta
prostota nie jest przypadkowa – kieruje naszą uwagę na Jezusa i ukazuje ważną prawdę o
Jego działaniu w świecie.
Na tle tej ciemności wyraźnie widać postać Jezusa, który kroczy w stronę człowieka.
Nie stoi w miejscu ani nie jest daleki – idzie, zbliża się, wychodzi naprzeciw. To bardzo
ważny znak: Bóg nie czeka, aż człowiek sam do Niego przyjdzie, ale pierwszy podejmuje
inicjatywę. Wchodzi w ludzkie życie, nawet wtedy, gdy jest ono pełne trudności, grzechu czy
zagubienia. Ciemne tło można rozumieć jako symbol mroków życia: lęku, cierpienia,
niepewności, a także grzechu. Każdy człowiek doświadcza takich momentów, kiedy wszystko
wydaje się trudne i niezrozumiałe. Właśnie w taką rzeczywistość wchodzi Jezus. Na tle
ciemności Jego postać staje się jak światło – jasna, spokojna i pełna pokoju. Promienie
wychodzące z Jego serca jeszcze bardziej podkreślają, że przynosi On łaskę, która rozprasza
mrok.
To przesłanie obrazu znajduje potwierdzenie w słowach Pisma Świętego. Jezus mówi
o sobie: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz
będzie miał światło życia” (J 8,12). Te słowa doskonale oddają sens obrazu. Jezus nie tylko
mówi o świetle – On sam jest światłem, które prowadzi człowieka przez ciemności życia. Kto
Mu zaufa, nie pozostaje sam w swoich trudnościach. Warto także zauważyć, że brak
konkretnego tła oznacza, iż Jezus przychodzi do każdego człowieka – niezależnie od miejsca i
czasu. Nie jest związany z jednym środowiskiem. Jego miłosierdzie jest uniwersalne. Każdy
może zobaczyć w tym obrazie swoją własną historię i swoje życie.
Wpatrując się w obraz i uwzględniając symbolikę poszczególnych jego elementów uczymy
się kilku ważnych prawd. Po pierwsze, że Jezus przychodzi do człowieka pierwszy i
nieustannie wychodzi mu naprzeciw. Po drugie, że nawet największe ciemności nie są w
stanie zatrzymać Jego światła. Po trzecie, że każdy człowiek – bez względu na swoją sytuację
– może spotkać Jezusa, który przynosi pokój i nadzieję. Patrząc na ten obraz, jesteśmy
zaproszeni, aby zobaczyć w nim nie tylko piękny wizerunek, ale rzeczywistość naszego życia.
Jezus idzie także do nas. Wchodzi w nasze codzienne sprawy, nasze trudności i nasze lęki. A
jeśli pozwolimy Mu działać, Jego światło rozjaśni nawet najciemniejsze miejsca naszego
serca.
Katecheza 22 marca 2026.
Jak należy rozumieć słowa: Jezu Ufam Tobie?
Podpis „Jezu, ufam Tobie” umieszczony na obrazie Jezusa Miłosiernego nie jest
jedynie dodatkiem czy pobożnym hasłem. Stanowi on istotną część całego orędzia o Bożym
miłosierdziu, jakie Jezus przekazał przez św. Faustynę Kowalską. Już podczas pierwszego
objawienia Jezus wyraźnie zaznaczył, że obraz ma być opatrzony tym właśnie podpisem. Nie
chodziło jednak tylko o same słowa, ale o głęboką postawę serca, jaką one wyrażają.
W czasie powstawania obrazu w Wilnie ks. Michał Sopoćko zastanawiał się, czy nie
lepiej byłoby umieścić pod wizerunkiem bardziej uroczysty tytuł, na przykład „Chrystus, Król
Miłosierdzia”. Była to propozycja teologicznie piękna i podniosła. Jednak Jezus pragnął, aby
na obrazie znalazły się słowa proste i bliskie każdemu człowiekowi: „Jezu, ufam Tobie”. Tym
samym wskazał, że najważniejsze nie jest tylko poznanie prawdy o Jego miłosierdziu, ale
osobista odpowiedź człowieka – odpowiedź ufności. Podpis ten nie jest więc zwykłym
napisem. Jest modlitwą. Jest aktem zawierzenia, który człowiek wypowiada wobec Boga.
Można powiedzieć, że obraz Jezusa Miłosiernego pokazuje, jaki jest Bóg – pełen miłości i
łaski – a podpis „Jezu, ufam Tobie” ukazuje, jaka powinna być odpowiedź człowieka.
Warto zauważyć, że istota tego podpisu nie polega jedynie na dokładnym brzmieniu
tych trzech słów. Chodzi o sens, jaki wyrażają. Dlatego można je oddać także innymi
słowami, takimi jak: „Jezu, polegam na Tobie” czy „Jezu, całkowicie Ci się powierzam”.
Najważniejsze jest to, aby w sercu człowieka była prawdziwa ufność i zawierzenie Bogu.
Jednocześnie trzeba pamiętać, że orędzie o Bożym miłosierdziu jest skierowane do całego
świata. Dlatego podpis ten nie jest związany tylko z jednym językiem czy narodem. Może być
wypowiadany w każdym języku, bo jego przesłanie jest uniwersalne. Bóg pragnie, aby każdy
człowiek – niezależnie od miejsca i kultury – mógł zwrócić się do Niego z ufnością.
Słowa „Jezu, ufam Tobie” mają być także źródłem pociechy i pokoju, szczególnie dla
tych, którzy cierpią, przeżywają trudności lub czują się zagubieni. W chwilach lęku i
niepewności człowiek może powtarzać ten akt ufności, powierzając Jezusowi swoje życie. W
tych prostych słowach kryje się wielka siła duchowa, ponieważ kierują one serce człowieka
ku Bogu.
Jednocześnie podpis ten przypomina, że ufność nie jest czymś łatwym ani
oczywistym. Wymaga wiary, pokory i otwartości. Człowiek często chce polegać tylko na
sobie, kontrolować swoje życie i mieć wszystko pod własną władzą. Tymczasem Jezus
zaprasza do innej drogi – drogi zawierzenia, w której człowiek oddaje Bogu swoje troski, lęki
i nadzieje. „Jezu, ufam Tobie” to nie tylko zdanie – to sposób życia. To droga, która prowadzi
do pokoju serca, do doświadczenia Bożego miłosierdzia i do głębokiej relacji z Bogiem, który
nigdy nie przestaje kochać człowieka.
Katecheza 15 marca 2026.
Jak powstał pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego?
Podczas ostatniej katechezy poznaliśmy historię jednego z najważniejszych objawień o
Bożym Miłosierdziu, jakie miała Święta Siostra Faustyna Kowalska. Podczas jednego z widzeń w
1931 roku Jezus polecił jej, aby namalować obraz według tego, co zobaczyła: Chrystus miał być
ubrany w białą szatę, jedną ręką błogosławić, a z uchylenia szaty na piersiach miały wychodzić
dwa promienie – blady i czerwony. Pod obrazem miał znaleźć się napis: „Jezu, ufam Tobie”. Jezus
wyjaśnił Faustynie, że obraz ten ma przypominać ludziom o Jego miłosierdziu i zachęcać do
ufności wobec Boga.
Realizacja tej prośby nie była jednak łatwa. Faustyna nie potrafiła malować i długo nie
wiedziała, w jaki sposób spełnić polecenie Jezusa. Dopiero kiedy trafiła do Wilna i poznała
swojego spowiednika, ks. Michała Sopoćkę, sprawa zaczęła nabierać realnych kształtów. Kapłan
ten postanowił pomóc w wykonaniu obrazu.
W 1934 roku ks. Sopoćko zlecił namalowanie obrazu artyście z Wilna, Eugeniuszowi
Kazimirowskiemu. Praca nad tym dziełem trwała kilka miesięcy. Faustyna regularnie przychodziła
do pracowni malarza, aby wskazywać, jak powinien wyglądać Jezus zgodnie z widzeniem, które
otrzymała. Opisywała szczegóły postawy Chrystusa, układ rąk oraz wygląd promieni
wychodzących z uchylenia szaty na piersiach. Mimo tych starań Faustyna przyznawała później, że
żaden obraz nie jest w stanie w pełni oddać piękna Jezusa, którego widziała w objawieniu.
Ciekawym szczegółem tej historii jest to, że podczas pracy nad obrazem ks. Sopoćko
pomagał malarzowi również w sposób bardzo praktyczny. Według przekazów pozował on
artyście, aby łatwiej było oddać postać stojącego Chrystusa i właściwe proporcje sylwetki. Dzięki
temu malarz mógł lepiej uchwycić postawę Jezusa przedstawionego na obrazie.
Gdy obraz został ukończony, Faustyna początkowo była zasmucona, ponieważ uważała,
że nie oddaje on w pełni tego, co zobaczyła w wizji. Wtedy – jak zapisała w swoim
„Dzienniczku” – Jezus pocieszył ją, mówiąc, że nie w pięknie farby ani pędzla jest wielkość tego
obrazu, lecz w łaskach, które On sam będzie przez niego udzielał ludziom. Pierwsze publiczne
wystawienie obrazu miało miejsce w 1935 roku w Wilnie podczas uroczystości religijnych w
Ostrej Bramie. Wtedy właśnie po raz pierwszy wierni mogli zobaczyć wizerunek Jezusa
Miłosiernego z napisem „Jezu, ufam Tobie”. Od tego momentu obraz zaczął stopniowo stawać
się znakiem kultu Bożego Miłosierdzia, który z czasem rozprzestrzenił się na cały świat.
Historia powstania obrazu pokazuje, jak Bóg posługuje się współpracą wielu ludzi.
Potrzebna była pokorna wiara św. Faustyny, roztropność i pomoc ks. Sopoćki oraz talent malarza
Kazimirowskiego. Dzięki ich wspólnemu wysiłkowi powstał obraz, który jest streszczeniem kultu
do Miłosierdzia Bożego i przypomina ludziom o najważniejszym przesłaniu: Bóg jest bogaty w
miłosierdzie i pragnie, aby każdy człowiek z ufnością zwracał się do Niego słowami: „Jezu, ufam
Tobie”.
Katecheza 1 marca 2026.
Święta Faustyna – „sekretarka Bożego Miłosierdzia”
Bóg w historii zbawienia często posługuje się konkretnymi ludźmi, aby przypomnieć
światu o swojej miłości. Tak było również w przypadku św. Faustyna Kowalska. Ta prosta,
pokorna siostra zakonna została przez Boga wybrana na „sekretarkę Bożego Miłosierdzia”,
aby przekazać światu orędzie o Jego nieskończonej miłości.
Faustyna nie była osobą wykształconą ani znaną. Pochodziła z ubogiej rodziny i
wstąpiła do zgromadzenia zakonnego, pragnąc całkowicie oddać się Bogu. Właśnie w jej
codzienności – pośród zwykłych obowiązków – Jezus objawiał jej prawdę o swoim
miłosierdziu. To pokazuje, że Bóg nie wybiera według ludzkich kryteriów. Patrzy na serce.
Wybiera tych, którzy Mu ufają i są gotowi słuchać. Podczas objawień Jezus prosił Faustynę,
aby przypominała światu o tym, że Jego miłosierdzie jest większe niż każdy grzech. Mówił
jej, że pragnie, aby ludzie z ufnością przychodzili do Niego, szczególnie w sakramencie
pojednania. Przekazał jej także konkretne formy kultu Miłosierdzia Bożego: obraz Jezusa
Miłosiernego z podpisem „Jezu, ufam Tobie”, Koronkę do Miłosierdzia Bożego oraz święto
Miłosierdzia w pierwszą niedzielę po Wielkanocy.
W swoim „Dzienniczku” Faustyna zapisała słowa Jezusa, które ukazują nowe, głębsze
spojrzenie na tajemnicę Bożego Miłosierdzia. Nie jest ono jedynie jedną z cech Boga, ale
największym przymiotem Jego miłości. Jezus podkreślał, że najbardziej rani Go brak zaufania
ze strony człowieka. Dlatego centrum orędzia przekazanego przez Faustynę jest postawa
ufności. Bóg pragnie, aby człowiek nie bał się do Niego wracać, nawet po ciężkim grzechu.
Nowość tego spojrzenia polegała na mocnym podkreśleniu, że czas współczesny szczególnie
potrzebuje przypomnienia o miłosierdziu. Świat naznaczony wojnami, lękiem i grzechem
potrzebował światła nadziei. Przez Faustynę Bóg przypomniał, że Jego serce jest zawsze
otwarte, a źródło łaski nigdy się nie wyczerpuje.
Wybór św. Faustyny uczy nas kilku ważnych prawd. Po pierwsze, Bóg może posłużyć
się każdym człowiekiem, nawet najbardziej niepozornym. Po drugie, największą odpowiedzią
na Boże miłosierdzie jest ufność. Po trzecie, każdy z nas jest zaproszony, aby nie tylko
przyjmować miłosierdzie, ale także przekazywać je innym – przez przebaczenie, cierpliwość i
miłość. Historia św. Faustyny pokazuje, że Boże miłosierdzie nie jest teorią, ale żywą
rzeczywistością. Bóg nadal mówi do świata i wzywa ludzi do nawrócenia oraz zaufania. A
każdy, kto powtarza z wiarą „Jezu, ufam Tobie”, otwiera swoje serce na największy dar –
miłość Boga, która podnosi, uzdrawia i prowadzi do świętości.
Katecheza 22 lutego 2026.
Boże Miłosierdzie w Listach św. Piotra Apostoła
Święty Piotr Apostoł, podobnie jak inni autorzy pism Nowego Testamentu, ukazuje Boże
miłosierdzie jako centralny element zbawczego działania Boga wobec człowieka.
W Pierwszym Liście św. Piotr zaczyna swoje przesłanie od dziękczynienia Bogu: „Niech będzie
błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który według wielkiego miłosierdzia
swego przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei” (1 P
1,3). Piotr ukazuje tutaj miłosierdzie Boga jako czyn, który daje nowe życie i żywą nadzieję, jaką
wierzący otrzymują dzięki zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. To miłosierdzie nie jest czymś
odległym ani abstrakcyjnym — jest to realne działanie Boga w historii zbawienia, które
przemienia nasze życie i daje pewność zbawienia nawet w obliczu trudów codzienności.
Święty Piotr uczy, że Boże miłosierdzie całkowicie zmienia życie człowieka. Przypomina,
że kiedyś ludzie żyli z dala od Boga – byli jakby „nie Jego ludem” i nie doświadczali Jego
miłosierdzia. Trwali w grzechu i nie mieli z Nim bliskiej relacji. Jednak dzięki Jezusowi
Chrystusowi wszystko się zmieniło. Teraz – jak mówi Piotr – staliśmy się ludem Boga i
otrzymaliśmy Jego miłosierdzie. Oznacza to, że Bóg nie tylko przebacza nasze grzechy, ale także
daje nam nowe miejsce w swoim domu. Przyjmuje nas jak do rodziny i czyni swoimi dziećmi.
Miłosierdzie Boga sprawia więc, że nie jesteśmy już daleko od Niego. Należymy do Niego i
jesteśmy zaproszeni, aby żyć w Jego miłości każdego dnia.
Dla św. Piotra miłosierdzie Boga musi mieć także konsekwencje w życiu wierzącego. Boże
miłosierdzie nie jest tylko darem, który otrzymujemy raz, ale darem, który jest wezwaniem do
życia zgodnego z wolą Boga. Piotr wzywa chrześcijan, aby żyli jako lud Boży — nie tylko w
myśleniu, ale w konkretnych czynach miłości i świętości. Miłosierdzie przyjęte od Boga ma
przemieniać ich postępowanie, relacje z innymi i sposób, w jaki świadczą o Chrystusie wobec
świata.
W nauczaniu św. Piotra miłosierdzie splata się także z nadzieją, jaką daje
zmartwychwstanie Chrystusa. Miłosierdzie Boże nie kończy się na przebaczeniu — prowadzi do
żywej nadziei i pewności zbawienia, które towarzyszy wierzącym przez całe ich życie
i które będzie w pełni objawione w chwale wiecznej. Bóg, który w wielkim miłosierdziu odrodził
nas ku nadziei — przez zmartwychwstanie Chrystusa — strzeże nas mocą swojej mocy, aż do
ostatecznego objawienia zbawienia w wieczności.
Katecheza 15 lutego 2026.
Miłosierdzie Boże w nauczaniu św. Jakuba Apostoła
Bóg objawia swoje miłosierdzie nie tylko w czynach Jezusa Chrystusa, ale także w
nauczaniu Apostołów, którzy przekazywali Jego orędzie pierwszym wspólnotom chrześcijańskim.
Szczególnym świadectwem tej prawdy jest List św. Jakuba, w którym miłosierdzie ukazane jest
jako konkretna postawa życia chrześcijańskiego. Autor listu, św. Jakub Apostoł, przypomina, że
prawdziwa wiara nie może ograniczać się jedynie do słów i deklaracji, lecz musi wyrażać się w
czynach miłości wobec bliźnich.
Zwraca także uwagę, że miłosierdzie jest nieodłączną częścią życia człowieka wierzącego.
Uczy, że wiara bez uczynków jest martwa. Oznacza to, że człowiek, który spotkał Boga, powinien
okazywać Jego miłość innym ludziom, zwłaszcza tym, którzy są słabi, ubodzy i potrzebują
pomocy. Apostoł ostrzega przed obojętnością wobec cierpienia drugiego człowieka. Pokazuje, że
nie wystarczy wypowiedzieć dobre słowa czy złożyć pobożne życzenia, jeśli nie towarzyszy temu
realna pomoc.
W Liście św. Jakuba miłosierdzie przedstawione jest także jako przeciwieństwo
niesprawiedliwego oceniania i potępiania innych. Apostoł przypomina, że człowiek nie powinien
wynosić się ponad bliźnich ani osądzać ich surowo. Podkreśla, że każdy stanie przed Bogiem,
który jest sprawiedliwy, ale równocześnie pełen miłosierdzia. Dlatego zachęca wierzących, aby
pamiętali, że „miłosierdzie odnosi triumf nad sądem”. Te słowa pokazują, że Boża miłość jest
większa niż ludzka słabość i grzech, a człowiek, który sam doświadcza przebaczenia, powinien
umieć przebaczać innym.
Święty Jakub uczy również, że miłosierdzie wyraża się w trosce o najbardziej
potrzebujących. Wskazuje, że prawdziwa religijność polega między innymi na opiece nad
sierotami, wdowami i wszystkimi, którzy znajdują się w trudnej sytuacji. Apostoł przypomina, że
miłość bliźniego nie jest dodatkiem do wiary, ale jej istotą. Człowiek wierzący powinien w
codziennym życiu dostrzegać tych, którzy potrzebują wsparcia, i nie pozostawać obojętnym
wobec ich cierpienia.
Nauczanie zawarte w Liście św. Jakuba jest wciąż aktualne. Współczesny świat często
zachęca do życia skupionego na sobie, własnych potrzebach i sukcesie. Tymczasem chrześcijanin
jest wezwany do życia miłosierdziem, które wyraża się w dobroci, cierpliwości, gotowości do
przebaczenia i pomocy drugiemu człowiekowi. Każdy gest życzliwości, każde słowo wsparcia i
każdy czyn miłości staje się świadectwem obecności Boga w świecie.
Katecheza 8 lutego 2026.
Bóg jest miłością – Św. Jan Apostoł o Bożym miłosierdziu.
Święty Jan Apostoł w swoich pismach przekazuje jedną z najgłębszych prawd wiary
chrześcijańskiej. Zdanie z jego Pierwszego Listu „Bóg jest miłością” jest najkrótszą i
najlepszą definicją Pana Boga. Nie oznacza ono jedynie, że Bóg potrafi kochać albo że
czasami okazuje miłość, ale że miłość stanowi samą istotę Boga. Wszystko, co Bóg czyni
wobec człowieka, wypływa z miłości i prowadzi do miłości. Miłość Boga nie jest uczuciem
zmiennym ani zależnym od ludzkiego postępowania. Jest ona doskonała, wierna i
bezinteresowna. Człowiek może odwrócić się od Boga, może popełniać grzechy i popełniać
błędy, ale Bóg nigdy nie przestaje go kochać.
Święty Jan szczególnie podkreśla, że Boża miłość objawiła się najpełniej w Jezusie
Chrystusie. Bóg nie pozostał daleki i niedostępny, lecz z miłości stał się człowiekiem.
Wcielenie Jezusa pokazuje, że Bóg pragnie być blisko człowieka, dzielić jego życie, radości i
cierpienia oraz prowadzić go do zbawienia. Jezus swoim nauczaniem ukazuje, że prawdziwa
miłość przekracza ludzkie schematy. Uczy przebaczenia, troski o potrzebujących oraz miłości
nawet wobec nieprzyjaciół. Największym dowodem tej miłości jest jednak ofiara krzyża.
Jezus oddaje swoje życie dobrowolnie, aby człowiek mógł otrzymać przebaczenie grzechów i
nowe życie. Według św. Jana krzyż nie jest znakiem klęski, lecz największym zwycięstwem
miłości Boga nad grzechem i śmiercią.
Bóg nie tylko kocha człowieka, ale także przebacza mu winy, podnosi go z upadku i
daje mu możliwość rozpoczęcia nowego życia. Święty Jan podkreśla, że Boża miłość zawsze
jest pierwsza. To nie człowiek pierwszy szuka Boga, lecz Bóg pierwszy wychodzi do
człowieka, zapraszając go do relacji ze sobą. Człowiek może odpowiedzieć na tę miłość,
przyjmując przebaczenie i otwierając swoje serce na Boga.
Apostoł Jan naucza również, że miłość Boga nie może pozostać jedynie teorią.
Człowiek, który wierzy w Boga, powinien ukazywać Jego miłość w swoim codziennym
życiu. Nie można kochać Boga, którego się nie widzi, jeśli nie kocha się bliźniego, którego
się widzi. Miłość chrześcijańska wyraża się w przebaczeniu, pomocy potrzebującym,
cierpliwości wobec innych ludzi, trosce o samotnych i cierpiących oraz gotowości do
poświęcenia. Miłość wobec bliźnich staje się sprawdzianem autentyczności wiary.
Katecheza 1 lutego 2026.
Miłosierdzie Boże w życiu i listach św. Pawła Apostoła
Kiedy słyszymy imię św. Pawła, bardzo często myślimy o wielkim teologu,
nieustraszonym misjonarzu, autorze trudnych listów. A tymczasem sercem całej jego teologii
jest jedno doświadczenie – doświadczenie miłosierdzia Boga. Paweł nie pisze o miłosierdziu
z dystansu. On nie głosi teorii. On mówi o tym, co przeżył osobiście.
Był przecież prześladowcą Kościoła. Człowiekiem, który zwalczał uczniów Chrystusa,
który niszczył wspólnoty chrześcijańskie. I właśnie o sobie samym potrafi napisać jedno
niezwykle szczere zdanie: „Dostąpiłem miłosierdzia”. Nie mówi: zasłużyłem. Nie mówi:
zapracowałem. Mówi: zostałem obdarowany. I to doświadczenie staje się kluczem do całej
jego wiary. Dlatego Paweł z taką mocą pisze w Liście do Rzymian, że tam, gdzie wzmógł się
grzech, jeszcze obficiej rozlała się łaska. On nie bagatelizuje grzechu. Widzi jego dramat,
widzi jego niszczącą siłę. Ale jednocześnie jest absolutnie przekonany, że grzech nigdy nie
jest silniejszy od miłosierdzia Boga. Ostateczne słowo nie należy do ludzkiej słabości, lecz do
Boga, który jest bogaty w miłosierdzie.
Najpełniej to miłosierdzie objawiło się – według św. Pawła – w krzyżu Jezusa
Chrystusa. Apostoł pisze, że Bóg okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus
umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Nie wtedy, gdy byliśmy wierni. Nie wtedy,
gdy byliśmy sprawiedliwi. Ale wtedy, gdy byliśmy daleko. Krzyż nie jest więc znakiem
potępienia, lecz znakiem miłosierdzia. Jest dowodem, że Bóg nie wycofał się z miłości nawet
wobec grzechu człowieka. Dla św. Pawła miłosierdzie nie kończy się jednak na przebaczeniu.
Ono ma moc dawać nowe życie. W Liście do Efezjan pisze, że Bóg, bogaty w miłosierdzie,
przywrócił nas do życia w Chrystusie, choć byliśmy umarli na skutek grzechów. Miłosierdzie
nie tylko zmazuje winę, ale podnosi człowieka, odbudowuje go od wewnątrz, przywraca mu
godność dziecka Bożego.
To doświadczenie nie może pozostać zamknięte w sercu jednego człowieka. Paweł
jasno pokazuje, że kto doświadczył miłosierdzia Boga, ten zostaje wezwany, by sam stać się
miłosiernym. Dlatego w Liście do Kolosan zachęca: „Obleczcie się w serdeczne
miłosierdzie”. Miłosierdzie staje się stylem życia, sposobem patrzenia na drugiego człowieka,
odpowiedzią na dar, który wcześniej otrzymaliśmy. Choć św. Paweł nie znał słów „Jezu, ufam
Tobie”, cała jego wiara jest nimi przesiąknięta. Kiedy pisze: „Wszystko mogę w Tym, który
mnie umacnia”, wyznaje ufność Bogu, który działa nie pomimo ludzkiej słabości, ale właśnie
przez nią. Paweł wie,
Katecheza 25 stycznia 2026.
Miłosierdzie Boga objawione w czynach Jezusa
Bóg objawia swoje miłosierdzie w sposób najbardziej pełny i czytelny w osobie
Jezusa Chrystusa. Patrząc na Jego życie, słowa i czyny, możemy zobaczyć, jaki naprawdę jest
Bóg. Jezus nie przyszedł jedynie po to, aby nauczać, ale aby pokazać miłość Ojca w
konkretnych gestach wobec człowieka. Każde Jego spotkanie z ludźmi staje się znakiem
Bożego miłosierdzia, które pochyla się nad ludzką słabością, cierpieniem i grzechem.
Jezus w swoim ziemskim życiu szczególnie zwracał uwagę na tych, którzy byli
odrzuceni, chorzy i zagubieni. Uzdrawiał chorych, przywracał nadzieję cierpiącym i
przebaczał grzesznikom. Nie bał się dotykać trędowatych ani rozmawiać z tymi, których inni
potępiali. W Jego czynach widać Boga, który nie odsuwa się od człowieka, lecz wychodzi mu
naprzeciw z miłością i współczuciem. Jezus pokazuje, że miłosierdzie nie jest słabością, ale
siłą, która potrafi podnieść człowieka i dać mu nowe życie.
Szczególnym znakiem Bożego miłosierdzia jest przebaczenie. Jezus wielokrotnie
odpuszczał grzechy, dając ludziom szansę na nawrócenie i rozpoczęcie od nowa. Nie potępiał,
lecz zapraszał do zmiany życia. W ten sposób objawiał prawdę o Bogu, który jest Ojcem
pełnym miłości, cierpliwym i gotowym przebaczać. Najpełniej miłosierdzie Boga objawiło
się jednak na krzyżu, gdzie Jezus oddał swoje życie za grzeszników, modląc się nawet za
tych, którzy Go skazali i ukrzyżowali.
Boże miłosierdzie objawione w czynach Jezusa nie jest tylko przesłaniem do
podziwiania, ale wezwaniem skierowanym do każdego z nas. Jezus zaprasza swoich uczniów,
aby naśladowali Go w miłości i miłosierdziu. Każdy chrześcijanin jest wezwany, by w
codziennym życiu być świadkiem tej samej miłości — przez przebaczenie, pomoc
potrzebującym, cierpliwość i wrażliwość na drugiego człowieka. Przyjmując miłosierdzie
Boga, jesteśmy jednocześnie zaproszeni, aby nieść je innym, tak aby świat mógł rozpoznać w
naszych czynach oblicze miłosiernego Ojca.
Katecheza 18 stycznia 2026.
Miłosierdzie Boga w przypowieści o synu marnotrawnym
Jedną z najpiękniejszych przypowieści, jakie pozostawił nam Jezus, jest przypowieść
o synu marnotrawnym. Często skupiamy się w niej na zagubionym synu i jego postępowaniu.
Jednak sercem tej przypowieści nie jest syn, lecz Ojciec – Ojciec miłosierny, który objawia
nam, jaki naprawdę jest Bóg.
Młodszy syn prosząc ojca o część majątku daje mu do zrozumienia: „chcę żyć bez
ciebie, nie jesteś mi do niczego potrzebny”. Odejście syna jest obrazem grzechu – odejścia od
Boga, pragnienia samodzielności, życia według własnych zasad. Ojciec jednak nie zatrzymuje
syna siłą. Pozwala mu odejść, bo prawdziwa miłość szanuje wolność, nawet wtedy, gdy
prowadzi ona do cierpienia. Najważniejsze dzieje się w chwili powrotu. Ewangelia mówi, że
ojciec wypatrywał syna. To niezwykle poruszający obraz. Ojciec nie czeka obojętnie. On
codziennie wygląda, tęskni, ma nadzieję na powrót. Gdy tylko dostrzega syna z daleka,
wzrusza się głęboko, biegnie ku niemu, rzuca mu się na szyję i całuje go. W tamtych czasach
starszy, dostojny mężczyzna nie biegał. A jednak Ojciec łamie wszelkie konwenanse, bo
miłosierdzie jest ważniejsze niż godność, niż sprawiedliwość po ludzku rozumiana.
Syn nie zdąży nawet wypowiedzieć całej przygotowanej mowy. Ojciec nie robi mu
wyrzutów, nie wypomina win, nie żąda wyjaśnień. Zamiast tego przywraca mu godność: daje
szatę, pierścień i sandały. To znak, że syn znów jest dzieckiem, a nie sługą. Pierścień w
kulturze biblijnej był znakiem przynależności, władzy i synostwa. Często był to sygnet,
którym pieczętowano dokumenty. Dając synowi pierścień, Ojciec mówi: „Nadal jesteś moim
synem. Masz moje zaufanie. Nie jesteś tylko kimś, komu darowałem winę – jesteś
dziedzicem”. Miłosierdzie Boga nie kończy się na samym przebaczeniu grzechów. Bóg
przywraca nam pełną godność dziecka Bożego i obdarza zaufaniem, mimo że zna naszą
słabość. To obraz sakramentu pojednania, w którym Bóg nie tylko gładzi grzech, ale na nowo
czyni nas swoimi dziećmi.
Sandały natomiast były znakiem wolności. Niewolnicy chodzili boso, synowie i ludzie
wolni nosili sandały. Ojciec, nakazując włożyć synowi sandały, jasno pokazuje: „Nie wracasz
jako niewolnik ani najemnik. Nie musisz odpracowywać swojej winy. Jesteś wolny”.
Miłosierdzie Boga nie upokarza, nie wiąże człowieka przeszłym grzechem, ale przywraca mu
wolność serca. Bóg nie chce nas widzieć na kolanach z lęku, lecz stojących w wolności
dzieci. Pierścień i sandały razem mówią nam, kim jesteśmy w oczach Boga: kochanymi
dziećmi, a nie sługami; wolnymi, a nie niewolnikami przeszłości.
W tej przypowieści Ojciec wychodzi również do starszego syna, który nie potrafi
cieszyć się z powrotu brata. I tu widzimy kolejne oblicze miłosierdzia: Ojciec cierpliwie
tłumaczy, zaprasza do radości, nie potępia także jego zamkniętego serca. Bóg jest miłosierny
zarówno wobec tych, którzy od Niego odeszli, jak i wobec tych, którzy są blisko, ale nie
potrafią kochać. Przypowieść o synu marnotrawnym objawia nam prawdę fundamentalną:
Bóg nie męczy się przebaczaniem. Jego miłosierdzie jest większe niż każdy grzech. Każdy z
nas może odnaleźć się w tej historii – czasem jako młodszy syn, czasem jako starszy. Ale
najważniejsze, byśmy uwierzyli, że zawsze czeka na nas Ojciec.
Katecheza 11 stycznia 2026.
Syn Boży przyszedł na świat po to, aby pokazać nam, jaki naprawdę jest Bóg
Przygotowując się do wydarzenia peregrynacji obrazu Jezusa Miłosiernego w naszej
diecezji rozważmy dziś prawdę, że Jezus Chrystus przyszedł na świat, aby objawić ludziom
prawdziwe oblicze Boga. Sam mówi o sobie w Ewangelii według św. Jana: „Kto Mnie zobaczył,
zobaczył także i Ojca” (J 14,9). Te słowa jasno pokazują, że Jezus nie tylko mówi o Bogu, ale jest
Jego najpełniejszym objawieniem. W Nim Bóg stał się widzialny i bliski człowiekowi.
Już na początku Ewangelii św. Jana czytamy: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród
nas” (J 1,14). Bóg nie pozostał daleki ani niedostępny. W Jezusie wszedł w ludzką historię, przyjął
nasze ciało, nasze życie i nasze doświadczenia. To objawienie Boga, który chce być z człowiekiem
i dzielić jego los. Ewangelie ukazują Jezusa jako Tego, który pochyla się nad ludzką słabością.
Gdy widzi tłumy, „lituje się nad nimi, bo byli jak owce niemające pasterza” (por. Mk 6,34). To
współczucie Jezusa objawia serce Boga – Boga, który widzi zagubienie człowieka i nie pozostaje
wobec niego obojętny.
Jezus objawia miłosiernego Boga szczególnie przez przypowieści. W przypowieści o
miłosiernym Ojcu słyszymy, że „gdy syn był jeszcze daleko, ojciec ujrzał go i wzruszył się
głęboko; wybiegł naprzeciw niego” (Łk 15,20). Ten obraz Ojca wychodzącego na spotkanie
grzesznika pokazuje, jaki naprawdę jest Bóg — cierpliwy, czekający i gotowy przebaczać.
Również czyny Jezusa są objawieniem Boga. Gdy trędowaty prosi: „Jeśli chcesz, możesz mnie
oczyścić”, Jezus odpowiada: „Chcę, bądź oczyszczony” (Mk 1,40–41). W tym prostym geście
dotknięcia chorego objawia się Bóg, który nie boi się ludzkiej nędzy i nie odwraca wzroku od
cierpienia.
Wobec grzeszników Jezus ukazuje miłosierdzie Boga. Do kobiety pochwyconej na
cudzołóstwie mówi: „I Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz” (J 8,11). Bóg objawiony
w Jezusie nie potępia człowieka, lecz daje mu szansę nowego życia. Najpełniej Bóg objawia swoje
oblicze w męce i śmierci Jezusa. Św. Paweł pisze: „Bóg okazuje nam swoją miłość właśnie przez
to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5,8). Krzyż nie jest znakiem
odrzucenia, lecz najwyższym dowodem miłosiernej miłości Boga.
Po zmartwychwstaniu Jezus przychodzi do uczniów, którzy Go opuścili, i mówi: „Pokój
wam” (J 20,19). Nie wypomina im zdrady, ale obdarza ich pokojem i posyła z misją przebaczenia
grzechów. W ten sposób objawia Boga, który zawsze daje człowiekowi nowy początek. Patrząc
na Jezusa Chrystusa, możemy z całą pewnością powiedzieć: w Nim Bóg objawił swoje miłosierne
oblicze. Nie jest to Bóg daleki ani surowy, lecz Ojciec pełen miłości, który w swoim Synu
wychodzi na spotkanie każdego człowieka.
Katecheza 21 grudnia 2025.
Jak rozumieć słowa, że Jezus narodził się z Maryi Dziewicy?
W Credo mszalnym wypowiadamy słowa, że Jezus narodził się z Maryi Dziewicy.
Zastanówmy się jak te słowa należy rozumieć? Jest dogmatem wiary, że Maryja jest zawsze
Dziewicą, to znaczy, że jest Nią: przed urodzeniem, w czasie i po narodzeniu Chrystusa.
Określenie to oznacza brak współżycia płciowego i zachowanie nienaruszalności cielesnej.
Jak naucza Katechizm Kościoła Katolickiego, Matka Najświętsza przed i po narodzeniu
Jezusa nie miała innych dzieci, Jego zaś (Jezusa) poczęła bez udziału mężczyzny, mocą
Ducha Świętego (por. KKK 496).
Kościół zawsze wierzył w dziewictwo Maryi. Potwierdzają to Ewangelie, w których
uznaje się dziewicze poczęcie Jezusa za dzieło Boże, przekraczające wszelkie rozumienie i
wszelkie ludzkie możliwości. Prawdę tę możemy przyjąć jedynie w kategoriach wiary, tak jak
przyjął ją święty Józef, do którego Anioł Pański powiedział o Maryi, jego Małżonce: „Z
Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło” (Mt 1,20). Kościół widzi w tym stwierdzeniu
wypełnienie Bożej obietnicy danej przez proroka Izajasza, zapisanej na kartach Starego
Testamentu: „Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna” (por. KKK 497). Dziewictwo Maryi
ukazuje absolutną inicjatywę Boga w przyjściu na świat Jego Syna Jezusa Chrystusa. Tylko
Bóg jest jedynym i prawdziwym Ojcem Jezusa. Dzięki tej nadzwyczajnej interwencji Boga
Jezus nigdy nie był oddalony od swojego Ojca z powodu natury ludzkiej, którą przyjął.
Człowieczeństwo Chrystusa od chwili cudownego poczęcia jest napełnione Duchem
Świętym, ponieważ Bóg „z niezmierzonej obfitości udziela Mu Ducha” (por. KKK 504). Rola
Maryi w tym cudownym przyjściu Jezusa na świat jest wyjątkowa. To na Nią łaskawym
okiem spojrzał Bóg i polecił Jej wielkie dzieło do wykonania, nie ingerując w jej dziewictwo.
I choć zapewne po ludzku nie rozumiała tej nadzwyczajnej ingerencji Boga, to jednak nie
protestowała, ale powiedziała krótko „niech mi się stanie według Twego słowa!” (Łk 1,38).
Dziewictwo Maryi stało się znakiem Jej szczególnej wiary i oddania. Właśnie ta Jej głęboka
wiara i zaufanie Bogu pozwoliły Jej stać się Matką Zbawiciela. Jak napisał św. Augustyn,
„Maryja jest bardziej błogosławiona przez to, że przyjęła Jezusa wiarą, niż przez to, że
poczęła Go cieleśnie” (por. KKK 506).
Katecheza 14 grudnia 2025.
Jak rozumieć przywilej Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny?
Jednym z czterech dogmatów naszej wiary odnoszących się do osoby Najświętszej Maryi
Panny jest dogmat o Jej Niepokalanym Poczęciu. Zastanówmy się jaka jest treść tego dogmatu i
jak należy go rozumieć?
Treścią dogmatu jest to, że Najświętsza Maryja Panna, od chwili swego poczęcia w łonie
swojej matki – św. Anny, była wolna od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego. Prawda ta
została uroczyście ogłoszona przez papieża Piusa IX w bulli „Nieomylny Bóg” („Ineffabilis
Deus”) z 8 grudnia 1854 r. „Najświętsza Maryja Dziewica – czytamy w tym dokumencie – od
pierwszej chwili swego poczęcia, przez łaskę i szczególny przywilej Boga wszechmogącego, na
mocy przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego, została zachowana
nienaruszona od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego” (KKK 491). Znamienne jest, że w
chwili zwiastowania archanioł Gabriel pozdrawia Ją jako „pełną łaski” (Łk 1,28). (KKK 490).
Przyszła więc na świat w stanie łaski uświęcającej, jako „pełna łaski”. Pełni tej wymagała
szczególna godność przyszłej Matki Zbawiciela, stąd też została obdarowana przez Boga darami
godnymi tak wielkiego zadania (KKK 490). Nie wypadało, aby ta, którą Bóg przewidział na
Rodzicielkę swojego Syna, była obciążona grzechem Adama.
Maryja zatem stanowi jedyny wyjątek spośród ludzi. Podczas gdy na wszystkich ciąży
grzech pierworodny, dziedziczony po pierwszych rodzicach, Ona uzyskała szczególny przywilej,
zostając ubogacona od pierwszej chwili poczęcia blaskami szczególnej świętości, która pochodzi
w całości od Chrystusa. „Dzięki łasce Bożej Maryja przez całe życie pozostała wolna od
wszelkiego grzechu osobistego” (KKK 492). Wolność od grzechu pierworodnego Maryi nie
odcina Jej od nas, grzeszników. Jej moc silniejsza od potęgi szatana może nas wspomóc w naszej
walce ze złem. W prefacji o Niepokalanym Poczęciu modlimy się do Boga: „Ty zachowałeś
Najświętszą Maryję Pannę od zmazy grzechu pierworodnego i obdarzyłeś pełnią łaski, aby Ją
przygotować na godną Matkę Twojego Syna”. My nie jesteśmy wolni od grzechu pierworodnego i
jego następstw, lecz dysponujemy darem łaski uświęcającej uzyskanej w momencie chrztu i
odzyskiwanej w sakramencie pokuty.
Katecheza 07 grudnia 2025.
Jak należy rozumieć Wniebowstąpienie?
W wyznaniu wiary mówimy: wierzę, że Jezus „wstąpił do nieba, siedzi po prawicy Boga,
Ojca wszechmogącego, stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych”. Po zmartwychwstaniu
Jezus ukazywał się swoim uczniom przez 40 dni, jadł i pił z nimi oraz pouczał ich o swoim
Królestwie. Ostatni raz ukazał się w chwili Wniebowstąpienia. Wstępując do nieba, wywyższył
ludzką naturę i jako prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek zasiada po prawicy Ojca (por. KKK
659).
Wydarzenie Wniebowstąpienia jest przejściem Jezusa z chwały zmartwychwstania do
chwały wywyższenia po prawicy Ojca (por. KKK 660). Zasiadanie po prawicy Ojca natomiast
oznacza zapoczątkowanie królestwa Mesjasza zapowiadane w Starym Testamencie przez proroka
Daniela, który mówi: „Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu
wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie,
a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie” (Dn 7,14). Ta prawda obecna jest także w mszalnym
wyznaniu wiary, w słowach: „Królestwu jego nie będzie końca” (por. KKK 664).
Istnieje ścisła więź między wniebowstąpieniem Chrystusa a Jego powrotem przy końcu
świata. Chrystus, który w zmartwychwstaniu odniósł zwycięstwo nad śmiercią, rozpoczął dla nas
nowy sposób życia z Bogiem. Jezus wchodzi pierwszy do tego życia, aby przygotować miejsce dla
swoich wybranych. W tym czasie chrześcijanie pozostają w nadziei, że pewnego dnia będą żyć z
Chrystusem na wieki (por. KKK 666) Dlatego też przez wiarę i sakramenty winni być
zjednoczeni z Nim już na ziemi. Po wejściu do nieba Jezus Chrystus wstawia się też za nami „jako
Pośrednik, który zapewnia nam nieustannie wylanie Ducha Świętego” (KKK 667). W ten sposób
Jezus realizuje swoje wieczne kapłaństwo. Jak napisał autor Listu do Hebrajczyków, Jezus
Chrystus, jedyny Kapłan nowego i wiecznego Przymierza „wszedł nie do świątyni zbudowanej
rękami ludzkimi (…) ale do samego nieba, aby teraz wstawiać się za nami przed obliczem Boga”
(Hbr 9,24).
W fakcie Wniebowstąpienia odczytujemy także prawdę o nas samych. Nikt z nas nie
może wejść do nieba o własnych siłach, ale potrzebny i konieczny jest nam Ten, który „jako
nasza Głowa wyprzedził nas do niebieskiej ojczyzny, aby umocnić naszą nadzieję, że jako członki
mistycznego Ciała również tam wejdziemy” (prefacja o Wniebowstąpieniu). Pismo Święte naucza o tej
prawdzie w słowach „Nikt nie wstąpił do nieba oprócz Tego, który z nieba zstąpił — Syna
Człowieczego” (J 3,13).
Katecheza 30 listopada 2025.
Jak należy rozumieć fakt zmartwychwstania Jezusa?
W Credo mszalnym wypowiadamy słowa, że umęczony i pogrzebany Chrystus
trzeciego dnia zmartwychwstał. Czym jest zmartwychwstanie? Jest przejściem Chrystusa –
wraz z duszą i ciałem – od śmierci do życia poza czasem i przestrzenią. Jest uczestnictwem w
stanie chwały (por. KKK 646). Cielesność Jezusa zmartwychwstałego to cielesność
uwielbiona. Jego ciało jest to samo, ale nie takie samo. Jest tym samym ciałem, które zawisło
na krzyżu, ze śladami gwoździ i włóczni, ale nie takim samym, gdyż przekracza prawa natury
(por. KKK 645). Potwierdzają to świadectwa ewangelistów, którzy piszą na przykład, że
Jezus po zmartwychwstaniu wszedł do pomieszczenia mimo zamkniętych drzwi (por. J
20,26).
Zmartwychwstanie jest jednak wydarzeniem tajemniczym. Jego rzeczywistość
potwierdza pusty grób i świadectwa uczniów. Dla współczesnego człowieka, człowieka
obrazu, przekazów telewizyjnych i internetowych, te argumenty wydają się niewystarczające.
Dlaczego strażnicy czuwający przy grobie „przegapili” tak nadzwyczajny fakt i nie zdali z
niego szczegółowej relacji? Wszystko dlatego, że samo wydarzenie, a tym bardziej jego istota
– przejście ze śmierci do życia – były nieuchwytne dla ludzkich zmysłów. W tajemniczy dla
nas sposób Chrystus powstał z martwych, opuścił grób, w którym złożono Jego ciało. Jak
napisał Jan Paweł II, „fakt ten był zadziwiający dla ludzi, którzy się znaleźli wobec czegoś, co
ich przerastało”.
Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa nie jest powrotem do życia ziemskiego, jak na
przykład wskrzeszenie Łazarza, które, choć jest wydarzeniem cudownym, stanowi powrót do
normalnego życia ziemskiego. Wskrzeszony Łazarz przeżył znów jakiś czas, ale ponownie
umarł. Chrystus „nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych” (Mk 12,27), dlatego własną mocą,
zgodnie z wolą swego Ojca i napełniony Duchem Świętym, „zmartwychwstał dnia trzeciego,
jak oznajmia Pismo”.
Zmartwychwstanie nadaje też sens i potwierdza to wszystko, co Chrystus czynił i
czego nauczał: o prawdzie i fałszu; o grzechu i sądzie; o zbawieniu i potępieniu. Jest
wypełnieniem obietnic Starego Testamentu oraz zapowiedzi samego Zbawiciela. Jest
potwierdzeniem boskości Jezusa. Zmartwychwstanie otwiera człowiekowi dostęp do nowego
życia, usprawiedliwia, przywraca łaskę Bożą. Jest zasadą i źródłem naszego przyszłego
zmartwychwstania. „Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli” (1
Kor 15, 20). Gdyby nie zmartwychwstał, daremne byłoby nauczanie Kościoła, próżna byłaby
także nasza wiara (por. 1 Kor 15, 14).
Katecheza, 23 listopada 2025.
Co oznacza prawda o zstąpieniu Chrystusa do piekieł?
Odmawiając Skład Apostolski, powtarzamy słowa o zstąpieniu Chrystusa do piekieł. Dla
wielu chrześcijan ta prawda jest niezrozumiała. Nie brakuje takich, którzy zstąpienie Chrystusa do
piekieł rozumieją jako zejście do świata potępionych. Spróbujmy więc wyjaśnić w czasie
dzisiejszej katechezy co ta prawda wyraża?
Od początku istnienia Kościoła prawda ta była obecna w jego nauczaniu i liturgii. Autor
Starożytnej homilii na Wielką i Świętą Sobotę obrazowo opisał to wydarzenie tak: Chrystus „idzie, by
odnaleźć pierwszego człowieka, jak zgubioną owieczkę. Pragnie nawiedzić tych, którzy siedzą
zupełnie pogrążeni w cieniu śmierci; by wyzwolić z bólów niewolnika Adama, a wraz z nim
niewolnicę Ewę”. Do sprawiedliwych, którzy wraz z pierwszymi ludźmi czekają na Odkupiciela,
woła: „Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, byś pozostawał spętany w
Otchłani. Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych” (por. KKK 635).
Prawda wiary o zstąpieniu Jezusa do piekieł jest wyrażona językiem minionych czasów.
Miejsce przebywania zmarłych, do którego zstąpił Jezus, określano mianem otchłani, Szeolu,
Hadesu, lub – w staropolszczyźnie – piekieł. Tej krainy zmarłych „nie należy utożsamiać (…)
z piekłem potępionych” (Kompedium KKK 125). Owe „piekła” należy rozumieć jako „los tych
wszystkich zmarłych, zarówno sprawiedliwych, jak i złych, którzy zmarli przed Chrystusem.
Zmarły Chrystus, w swojej duszy zjednoczonej z Jego Boską Osobą, dołączył w krainie zmarłych
do sprawiedliwych, którzy czekali na Odkupiciela, aby dostąpić łaski oglądania Boga” (Kompedium
KKK 125).
W tej krainie zmarli pozbawieni byli oglądania Boga i odłączeni od Niego (por. Ps 6,6;
88,11–13; 115,17). Wejście Jezusa w rzeczywistość śmierci oznacza podzielenie przez Niego
powszechnego losu ludzi i przyjęcie na Siebie wszystkich konsekwencji z nim związanych –
poczucia samotności w obliczu śmierci, opuszczenia i ciemności. Solidarność Jezusa z losem
człowieka jest tak silna, że wkracza On w rzeczywistość człowieczego bytu związanego z
grzechem i śmiercią. Szatan chciał oderwać człowieka od Boga, zamknąć mu drogę do nieba, a
życie ziemskie oraz wieczne uczynić życiem bez Boga. Stąd wielka wartość zstąpienia Jezusa do
otchłani śmierci, bo oto „nawet umarłym głoszono Ewangelię” (1 P 4,6). W ten sposób
dokonało się zwycięstwo Chrystusa nad mocami zła, grzechu i śmierci. Bóg pustkę śmierci
człowieka wypełnił swoim życiem, które nie zna granic. Dzięki temu zwycięstwu możemy
śpiewać o Chrystusie jako Zwycięzcy śmierci, piekła i szatana.
Tego zwycięstwa nad piekłem i szatanem nie można jednak rozumieć jako unicestwienie
piekła potępionych i wyzwolenia zeń zarówno złych, jak i sprawiedliwych. Ich los nie jest
identyczny. Potwierdza to sam Jezus w wielu przypowieściach – między innymi w przypowieści o
ubogim Łazarzu, który oczekiwał wyzwolenia dusz sprawiedliwych na łonie Abrahama (por.
KKK 633). Dzięki śmierci Jezusa dostąpiły i dostępują odkupienia wszystkie, minione i obecne
pokolenia sprawiedliwych, którzy całą swoją ufność i nadzieję pokładają w Bogu i Jego
Miłosierdziu. Tajemnica zstąpienia Jezusa do piekieł jest ciągle obecną w naszym życiu Dobrą
Nowiną o zwycięstwie życia nad śmiercią i powołaniu człowieka do życia wiecznego.
Katecheza, 16 listopada 2025.
Dlaczego Jezus złożył siebie samego Ojcu w ofierze?
Jezus Chrystus został umęczony na krzyżu, na wzgórzu Golgoty, podczas obchodów
Paschy – największego święta żydowskiego. Stało się to według najnowszych badań biblijnych 7
kwietnia 30 r. Męka i śmierć Jezusa Chrystusa, przedstawione przez Ewangelistów i
poświadczone przez inne źródła historyczne, były dobrowolną ofiarą Odkupiciela, podjętą ze
względu na miłość Ojca (por. KKK 609), który „nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę
przebłagalną za nasze grzechy” (1 J 4, 10). Syn Boży, pragnąc wypełnić wolę Ojca, wydał na
śmierć samego siebie, aby nas wykupić z mocy grzechu i wyzwolić od śmierci wiecznej.
Zastępując swoim posłuszeństwem nasze nieposłuszeństwo, odkupił nas i pojednał z Ojcem
(por. KKK 615).
Jezus na nowo przerzucił most przyjaźni pomiędzy Bogiem i ludźmi, dokonując tego za
sprawą odkupieńczej męki i śmierci, którą podjął całkowicie dobrowolnie. Katechizm Kościoła
Katolickiego określa czyn Zbawiciela mianem „aktu najwyższej wolności” (KKK 609). Jezus
stwierdzając, że „zstąpił z nieba nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Go
posłał” (por. J 6, 38), wyraźnie zarazem podkreśla w przeddzień swej męki: „życie moje oddaję za
owce (…) Nikt mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję” (J 10, 15. 18). Ofiara Jezusa
Chrystusa, który niejako zastępując grzeszną ludzkość ofiarował siebie na śmierć (por. Iz 53, 12),
aby wynagrodzić Bogu Ojcu za nasze winy i zadośćuczynić za nasze grzechy, stanowi jedyną i
ostateczną ofiarę Nowego Przymierza. Przywraca nam ona pełną wspólnotę z Bogiem i jest Jego
darem, przewidzianym przez Ojca i podjętym przez Syna Bożego (por. KKK 614). Męka i śmierć
zapowiedziane w czasie Ostatniej Wieczerzy, obejmują wszystkich ludzi: są ofiarą za grzechy
całego świata (por. KKK 610). W Starym Testamencie w święto Paschy zabijano baranka na
pamiątkę wyzwolenia Izraelitów z niewoli egipskiej. Jezus jest prawdziwym Barankiem
Paschalnym, którego śmierć wyzwala nas z niewoli grzechu (por. KKK 608). Podczas każdej
Mszy świętej wyznajemy tę prawdę, wołając „Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj
się nad nami”. Ilekroć bierzemy udział w Najświętszej Eucharystii, uczestniczymy w Ofierze
Jezusa Chrystusa i korzystamy z jej obfitych owoców.
W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy, iż „Jezus powołuje swoich uczniów do «wzięcia
swojego krzyża i naśladowania Go», ponieważ cierpiał za wszystkich i zostawił nam wzór, abyśmy
«szli za Nim Jego śladami»” (KKK 618). Uczeń Chrystusa podejmując codzienny krzyż i
naśladując Mistrza, ma swój udział w męce i śmierci Zbawiciela. Zgodnie z wielowiekową tradycją
Kościoła, wyznawcy Chrystusa rozpamiętują treść tego zbawczego zdarzenia i oddają część
Zbawicielowi w różny sposób. Czynią to m.in. poprzez rozważanie ewangelicznych opisów Jego
męki i śmierci oraz bolesnych tajemnic różańca, uczestnictwo w nabożeństwach gorzkich żali i
drogi krzyżowej, powstrzymywanie się od udziału w zabawie i od spożywania pokarmów
mięsnych w okresie Wielkiego Postu w duchu pokuty i umartwienia.
Katecheza, 9 listopada 2025.
Co oznacza słowo Chrystus?
Głową państwa polskiego jest prezydent. Obejmując urząd, składa on przed
Zgromadzeniem Narodowym uroczystą przysięgę. Nie zawsze jednak tak było. Przez długie
wieki Polską rządzili królowie. Oficjalnym momentem objęcia przez każdego z nich władzy
była uroczysta koronacja, odbywająca się podczas Mszy Świętej. W czasie takiej koronacji
każdy władca, oprócz tego, że otrzymywał koronę, był też uroczyście namaszczany olejami
świętymi na znak, że jest wybrany przez Boga – jest Bożym pomazańcem.
Także w Izraelu namaszczano w imię Boże królów, kapłanów, a niekiedy także
proroków. „Takim namaszczonym miał być przede wszystkim Mesjasz, którego Bóg miał
posłać, by zapoczątkował ostatecznie Jego Królestwo. Mesjasz miał być namaszczony
Duchem Pańskim równocześnie jako król i kapłan, ale także jako prorok” (KKK 436). Pierwsi
uczniowie uwierzyli, że Jezus wypełnił tę mesjańską nadzieję Narodu Wybranego. Dlatego
bardzo wcześnie dodali do imienia „Jezus” tytuł „Chrystus”, który jest greckim tłumaczeniem
słowa „Mesjasz” ,czyli „namaszczony”. Szczególny akt, przez który Jezus Bóg-Człowiek
objawił się jako Mesjasz, dokonał się podczas chrztu w Jordanie, gdy sam Bóg namaścił Go
Duchem Świętym i mocą (por. Dz 10,38).
Co zatem oznacza tytuł „Chrystus”, który szybko stał się imieniem własnym Jezusa?
W Nowym Testamencie słowo „Chrystus” jako imię Jezusa występuje aż 529 razy. Tytuł ten
oznacza, że Jezus jest zapowiadanym przez proroków Mesjaszem, posłanym przez Boga do
ludzi, aby ich zbawił. Został On namaszczony mocą Ducha Świętego na Króla, Kapłana i
Proroka, aby realizując tę potrójną funkcję wypełnił zbawczą wolę Boga wobec świata (por.
KKK 436). Znaczna grupa ludzi w Izraelu oczekiwała Mesjasza, który stanie na czele
powstania narodowego i wyzwoli Naród Wybrany spod rzymskiego panowania. Jezus jednak
pokazał, że prawdziwa misja mesjańska polega na czym innym: Mesjasz przyszedł, aby
wyzwolić nie tylko Izraelitów, ale wszystkich ludzi; i nie spod panowania Rzymu, ale z
niewoli grzechu i śmierci. Chrystus jest zatem Królem, lecz nie takim jak królowie, których
znamy z podręczników historii. Jego królowanie i władza ma charakter szczególny, nabiera
bowiem prawdziwego znaczenia dopiero z perspektywy krzyża. Jezus powie sam o sobie i
swej misji: „Syn Człowieczy (…) nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje
życie na okup za wielu” (Mt 20,28). Jest także Kapłanem, który przelewa własną krew i
składa własne życie jako ofiarę (1 J 2,2) na przebłaganie za nasze grzechy (por. Ga 1,4). Jest
wreszcie Prorokiem, który bezkompromisowo głosi wolę Ojca.
Przez sakrament chrztu każdy chrześcijanin staje się uczestnikiem mesjańskiego
posłannictwa Chrystusa. Jako lud kapłański mamy prawo do składania Bogu duchowych
ofiar. Jako uczestnicy funkcji prorockiej możemy i powinniśmy głosić Ewangelię słowem i
czynem. Biorąc zaś udział w posłannictwie królewskim mamy panować nad sobą i zmieniać
świat na lepsze.
Katecheza 2 listopada 2025.
Co to jest Wcielenie?
Od zarania dziejów człowiek tęsknił za tym, by być blisko Boga. Ta tęsknota została
zaspokojona, gdy odwieczne Słowo Boże stało się człowiekiem. Wspaniale wyraża to znana
kolęda Franciszka Karpińskiego „Bóg się rodzi”. Jej tekst pięknie ukazuje, jak nieskończony
Bóg staje się bliski człowiekowi. Święta Bożego Narodzenia, które przypominają co roku to
wydarzenie, pokazują, że obraz Boga, którego należy kochać tylko ze strachu, jest całkowicie
obcy myśli chrześcijańskiej. Biblia mówi bowiem o Bogu jako kochającym, miłosiernym i tak
bliskim, że człowiek ma prawo zwracać się do Niego „Abba”, czyli „Ojcze”.
Od początku dziejów Pan Bóg okazuje człowiekowi tę wielką miłość. W Piśmie
Świętym czytamy, że Bóg „tak umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby
każdy kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Ów zrodzony przed
wiekami z Ojca Boży Syn, nazwany został przez świętego Jana „Słowem” (J 1,1), z miłości
do ludzi sam stał się człowiekiem, przyjmując z Maryi ludzkie ciało. Ten fakt nazywamy
Wcieleniem. Katechizm Kościoła Katolickiego podaje cztery powody, dla których Bóg stał się
człowiekiem. Są nimi: chęć zbawienia człowieka (por. KKK 457), pragnienie, by człowiek
poznał miłość Boga (por. KKK 458), ukazanie ludziom wzoru świętości (por. KKK 459)
oraz danie im uczestnictwa w Boskiej naturze (por. KKK 460).
Bóg zapragnął zbawić człowieka, jednając go ze Sobą. To pojednanie dokonało się w
osobie Wcielonego Słowa Bożego, Jezusa Chrystusa, który jest jednocześnie prawdziwym
Bogiem i prawdziwym Człowiekiem. Chcąc dokonać owego pojednania, Druga Osoba Trójcy
Świętej przyjęła ludzkie ciało (por. KKK 457). Pragnienie zbawienia człowieka było
wyrazem miłości Boga. Jak mówi Katechizm, „Słowo stało się Ciałem, abyśmy poznali w ten
sposób miłość Bożą” (KKK 458). Zatem miłość Boga do ludzi jest kolejną przyczyną
przyjęcia przez Niego ludzkiej natury.
Katechizm poucza, że Słowo stało się Ciałem także po to, by być dla ludzi wzorem
świętości (por. KKK 459). Na Górze Przemienienia Ojciec daje polecenie: „Jego słuchajcie”
(Mk 9,7). Posłuszeństwo Jezusowi oznacza przede wszystkim wypełnianie przykazania
miłości, w myśl słów zapisanych na kartach Ewangelii: „daję wam przykazanie nowe, abyście
się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem” (J 15,12). Jednym słowem, aby osiągnąć
świętość, winniśmy postępować tak jak nauczał i żył Chrystus – aż do heroicznej miłości
Boga i bliźniego (por. KKK 459).
Bóg okazując człowiekowi swą miłość poprzez przyjęcie ludzkiego ciała, uczynił
ludzi „uczestnikami Boskiej natury” (2 P 1,4). Jak za świętym Ireneuszem poucza Katechizm
Kościoła Katolickiego, „Syn Boży stał się Synem Człowieczym: aby człowiek (…) stał się
synem Bożym” (KKK 460). Można zatem powiedzieć, że przyjęcie przez Boga ludzkiej
natury nadało jej niewyobrażalną wprost godność, polegającą na uczestniczeniu w naturze
samego Boga oraz na byciu jego dzieckiem.
Katecheza 26 października 2025.
Jak rozumieć prawdę, że Jezus Chrystus jest zarówno prawdziwym Bogiem i
prawdziwym człowiekiem?
W każdą niedzielę chrześcijanie zgromadzeni na Mszy świętej wyznają swoją wiarę w
następujących słowach: ,,Wierzę w Jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego
Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami, Bóg z Boga,
Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego zrodzony a nie stworzony,
współistotny Ojcu”. Wyznanie to dotyczy jednej z zasadniczych prawd wiary
chrześcijańskiej: wiary w Jezusa Chrystusa, będącego zarazem prawdziwym Bogiem i
prawdziwym Człowiekiem.
Na przestrzeni wieków Kościół musiał bronić zarówno boskości Jezusa, jak i Jego
człowieczeństwa, które, zwłaszcza w pierwszych wiekach, były kwestionowane przez herezje.
Pierwsze sobory powszechne (w Nicei – 325 r., w Efezie – 431 r., w Chalcedonie – 451 r., w
Konstantynopolu – 553 r.), przeciwstawiły się tym błędnym poglądom. W wyniku obrad
soborowych, na podstawie Objawienia, wypracowana została nauka o prawdziwym Bóstwie i
jednocześnie prawdziwym człowieczeństwie Chrystusa. Katechizm Kościoła Katolickiego
naucza: ,,Kościół wyznaje (…) że Jezus jest niepodzielnie prawdziwym Bogiem i
prawdziwym człowiekiem. Jest On prawdziwie Synem Bożym, który stał się człowiekiem,
naszym bratem, nie przestając przez to być Bogiem, naszym Panem” (KKK 469).
Szukając odpowiedzi na pytanie, czy Jezus jest naprawdę Synem Bożym, musimy
sięgnąć do Nowego Testamentu, a zwłaszcza do Ewangelii. Jezus sam wielokrotnie mówił,
Kim jest. Nazywał siebie wysłannikiem Bożym – Mesjaszem i rzeczywistym Synem Boga.
Świadczy o tym Jego zeznanie przed Kajfaszem. Na Kajfaszowe uroczyste zapytanie:
„Poprzysięgam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży?”,
Chrystus odpowiedział: „Tak, Ja nim jestem” (Mt 26,63-64). Za to świadectwo o sobie
otrzymał wyrok śmierci, a mimo to nie odwołał go, była to bowiem sprawa zasadnicza.
Szczególne znaczenie dla potwierdzenia boskości Jezusa mają świadectwa biblijne
zachowane m.in. w Ewangelii św. Jana: „Słowo stało się Ciałem i zamieszkało wśród nas. I
oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i
prawdy” (J 1,14) oraz w Liście do Kolosan: „W Nim bowiem mieszka cała Pełnia: Bóstwo na
sposób ciała” (Kol 2,9). Dowodem boskiego posłannictwa Chrystusa była również Jego
nauka, potwierdzona cudami.
Jezus jest także prawdziwym człowiekiem. Znaczenie tego faktu potwierdził Sobór
Watykański II nauczając, że Chrystus okazał swą solidarność z ludźmi i objawił im Siebie
samego. Syn Boży przez swoje wcielenie zjednoczył się z każdym człowiekiem. Ludzkimi
rękami pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą. Ludzkim sercem kochał. Stał
się jednym z nas, we wszystkim do nas podobny oprócz grzechu (por. KDK 22). Jezus jako
człowiek bywał głodny, spragniony, zmęczony. Pełną rzeczywistość Jego ludzkiego życia
pokazał nam św. Łukasz Ewangelista pisząc, że Jezus wzrastał „w mądrości, w latach i w
łasce” (Łk 2,52). Przyjął zatem człowieczeństwo ze wszystkimi jego właściwościami i
ograniczeniami. Jak naucza Katechizm, „jedyne i wyjątkowe Wcielenie Syna Bożego nie
oznacza, że Jezus Chrystus jest częściowo Bogiem i częściowo człowiekiem, ani że jest On
wynikiem niejasnego pomieszania tego, co Boskie, i tego, co ludzkie. Syn Boży stał się
prawdziwie człowiekiem, pozostając prawdziwie Bogiem”(KKK 464).
Katecheza 19 października 2025.
Co oznacza imię Jezus?
W kolejnej części Credo przechodzimy do słów: wierzę w Jezusa Chrystusa. Zacznijmy
cykl naszych katechez na temat tej części wyznania wiary od zastanowienia się co oznacza imię
Jezus? O nadaniu dziecku imienia rodzice rozmawiają na długo przed jego pojawieniem się na
świecie. Często do tych dyskusji włączają się inni członkowie rodziny, przyjaciele czy znajomi.
Dlaczego tak prosta zdawałoby się czynność, jaką jest nadanie dziecku imienia, budzi tyle emocji?
Dlaczego rodzice przywiązują do tego faktu tak wielkie znaczenie?
Odpowiedzi na te pytania można odnaleźć w dość powszechnie występującym
przekonaniu człowieka o istnieniu pewnych treści, zawierających się w noszonym imieniu, o
randze samego imienia. Rodzice nadają dziecku imię, aby wyposażyć je w pewne cechy. Imię jest
więc niejako ukierunkowaniem życia człowieka, życzeniem czy błogosławieństwem. Ważne jest
również to, iż zwracanie się po imieniu wyraża bliską relację międzyosobową. Dlatego jesteśmy
po imieniu tylko z ludźmi, którzy są nam w jakiś sposób bliscy. Rozważmy zatem, jakie znaczenie
ma dla nas szczególne Imię, o którym Pismo Święte mówi, że „nie ma w żadnym innym
zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy
być zbawieni” (Dz 4,12).
Imię Jezus zostało nadane naszemu Zbawicielowi bezpośrednio przez Boga. Nie nadano
go z ludzkiej inicjatywy, ale zostało objawione Maryi przy zwiastowaniu. Katechizm Kościoła
Katolickiego naucza, że w chwili zwiastowania anioł Gabriel nadaje mającemu się narodzić
Dziecięciu jako własne imię Jezus, które wyraża zarówno Jego tożsamość, jak i posłanie. „Jezus”
w języku hebrajskim oznacza: „Bóg zbawia”, „Jahwe jest zbawieniem”. Ponieważ jedynie Bóg
„może odpuszczać grzechy” (Mk 2,7), to On w Jezusie, swoim odwiecznym Synu, który stał się
człowiekiem, „zbawił lud od jego grzechów” (Mt 1,21). W ten sposób w Jezusie Bóg wypełnia
całą historię zbawienia dla dobra ludzi. Jezus z Nazaretu nie tylko nosi imię, które mówi o
zbawieniu, ale także JEST Tym, którego to imię oznacza: jest Zbawicielem. Świadczą o tym
pewne zwroty użyte przez ewangelistów. Łukasz zapisał „narodził się wam Zbawiciel” (Łk 2,11) a
Mateusza dodał „On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów” (Mt 1,21). Zwroty te
odzwierciedlają prawdę objawioną, którą głosi cały Nowy Testament, a najpełniej wyraża święty
Paweł Apostoł, gdy pisze: „Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię
ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano (…) i aby wszelki język wyznał,
że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca” (Flp 2, 9-11). Mimo, że imię Jezus nosiło
wielu synów narodu żydowskiego przed Chrystusem – zarówno w Starym, jak i w Nowym
Testamencie, to tylko w Jezusie Chrystusie imię to osiąga pełnię swego znaczenia. On bowiem
jest właśnie Tym, w którym i przez którego Bóg dokonał zbawienia człowieka. To właśnie imię
Jezus jest właściwym imieniem Boga Zbawiciela. Nawet złe duchy boją się Jego imienia,
uczniowie w Jego imię dokonują cudów, ponieważ Ojciec udzieli im wszystkiego, o co Go
poproszą w imię Jezusa. Stąd imię Jezus znajduje się w centrum modlitwy chrześcijańskiej,
wszystkie bowiem modlitwy liturgiczne kończą się formułą: „Przez naszego Pana Jezusa
Chrystusa”. Podobnie punktem kulminacyjnym modlitwy „Zdrowaś Maryjo” są słowa:
„błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus”. Imię „Jezus” towarzyszy zatem chrześcijanom
przez całe życie.
Katecheza 12 października 2025.
Dlaczego na świecie jest tyle zła?
Jednym z pytań, które nieustannie powraca w rozmowach ateistów i agnostyków z
osobami wierzącymi jest to: „Skoro Bóg jest wszechmocny i miłosierny, to dlaczego na
świecie jest tyle zła?” Jak pogodzić prawdę o Bożej wszechmocy i miłosierdziu ze złem, które
dostrzegamy wokół siebie? Nie są to pytania banalne. I nie są to też pytanie, które świadczą o
wrogim stosunku do wiary. Te kwestie przewijają się przez wiele ksiąg Biblii. Księga Hioba
jest właściwie jednym wielkim pytaniem o to, dlaczego Bóg nie ingeruje, gdy zło dotyka
niewinnej osoby.
Próbując odpowiedzieć na te pytania należy zaznaczyć, że człowiek na wszystko
patrzy z perspektywy doczesności: chciałby sprawiedliwości tu i teraz. Bóg jednak patrzy na
rzeczywistość inaczej, postrzegając ją z perspektywy wieczności. To, co może nam się
wydawać obecnie niesprawiedliwe, wyjaśni się dopiero u kresu czasów. Ogrom zła, którego
doświadczamy teraz – czy są to choroby, wojny, katastrofy, przestępstwa czy innego rodzaju
bóle i cierpienia – ostatecznie nie okaże się większy od dobra, które Bóg wyprowadził z
całego tego trudu zmagania się ze złem. Wyjaśnia to także Katechizm Kościoła Katolickiego
w następujący sposób: „Dlaczego Bóg nie stworzył świata tak doskonałego, by żadne zło nie
mogło w nim istnieć? W swojej nieskończonej mocy Bóg zawsze mógłby stworzyć coś
lepszego. W swojej nieskończonej mądrości i dobroci Bóg chciał jednak w sposób wolny
stworzyć świat „w drodze" do jego ostatecznej doskonałości. To stawanie się dopuszcza w
zamyśle Bożym pojawianie się pewnych bytów, a zanikanie innych; dopuszcza obok tego, co
najdoskonalsze, także to, co mniej doskonałe; obok budowania natury, również zniszczenia.
Obok dobra fizycznego istnieje zatem także zło fizyczne tak długo, jak długo stworzenie nie
osiągnie swojej doskonałości”. (KKK 310)
Ważną częścią tego wyjaśnienia jest kwestia wolności. Owszem, Bóg mógłby
stworzyć świat „doskonały” w sensie mechanicznym, w którym wszystko funkcjonowałoby
jak w zegarku. Ale brakowałoby w nim jednego elementu, najistotniejszego z punktu
widzenia Boga: wolności. Jeśli zaś ten element istnieje, to oznacza to, że wszelkie istoty
wolne i rozumne mogą wybrać zarówno dobro, jak i zło – ze wszystkimi tego
konsekwencjami, które dotykają nie tylko ich samych, ale całe ich otoczenie. Aniołowie i
ludzie – stworzenia rozumne i wolne – muszą zdążać do swego ostatecznego przeznaczenia
przez wolny wybór, a przede wszystkim przez miłość. Mogą więc błądzić i popełniać
grzechy. W ten właśnie sposób zło moralne weszło w świat; jest ono nieporównanie większe
od zła fizycznego. Bóg w żaden sposób, ani bezpośrednio, ani pośrednio, nie jest przyczyną
zła moralnego. Dopuszcza je jednak, szanując wolność swego stworzenia, i w sposób
tajemniczy potrafi wyprowadzić z niego dobro. Wyjaśnia nam Katechizm Kościoła
Katolickiego, że „Bóg wszechmogący… ponieważ jest dobry w najwyższym stopniu, nie
pozwoliłby nigdy na istnienie jakiegokolwiek zła w swoich dziełach, jeśli nie byłby na tyle
potężny i dobry, by wyprowadzić dobro nawet z samego zła” (KKK 311).
Katecheza, 5 października 2025.
Co to jest Opatrzność Boża?
W czasie naszych ostatnich katechez pochylaliśmy się nad tajemnicą Boga Stworzyciela
świata i człowieka. Pozostaje nam jeszcze zastanowić się czy Bóg stworzył świat i w niego już nie
ingeruje? Czy w jakiś sposób ciągle „towarzyszy” swojemu stworzeniu? Stare polskie przysłowie
mówi: Pan Bóg coś na nas dopuści, ale nigdy nas nie opuści. Wyraża ono prostą wiarę w to, że
Bóg jest bliski człowiekowi. Opiekuje się wszystkim, co stworzył, a szczególnie człowiekiem.
Niekiedy nawet trudne doświadczenia przeszłości, również te naznaczone cierpieniem, potrafimy
odczytać jako palec Boży kierujący naszym życiem. Święty Paweł zapewnia: „Wiemy przecież, że
tym, którzy kochają Boga i którzy zostali powołani zgodnie z Jego wcześniejszym zamysłem,
wszystko służy dla ich dobra” (Rz 8, 28). Bóg kieruje biegiem świata i jego historią, ale nie niszczy
wolności człowieka, lecz ją szanuje i przewiduje.
Opatrzność Bożą możemy porównać do obrazu Boga, który dyryguje niezliczoną ilością
instrumentów, chórów i solistów tworzących wielką symfonię Kosmosu. Gdyby człowiekowi
przeciętnie znającemu się na muzyce wręczono partyturę jakiegoś utworu, np. Symfonii nr 40 g-
moll Mozarta, i zażądano od niego, by wykonał to wielkie dzieło z udziałem chóru i orkiestry,
z pewnością odpowiedziałby, że nie potrafi tego zrobić. Nie zna tych tajemniczych znaków,
którymi jest zapisana całość, i nie wie, kiedy wprowadzić poszczególne instrumenty, kiedy dać
znak do rozpoczęcia partii solowych. To przekracza jego możliwości. Podobnie niezrozumiałe
dla człowieka mogą być znaki i poszczególne partie „muzyki”, którą Bóg „skomponował”, gdy
tworzył świat, i której wykonaniu „dyryguje”. On jest kompozytorem znającym cały utwór
i dyrygentem, który prowadzi „orkiestrę świata”. Wysłuchana muzyka staje się piękna,
a poszczególne nuty partytury odnajdują sens dopiero w całości utworu. Opatrzność Boża jako
opieka Boga nad wszystkim, co stworzył, nie jest jednak kierowaniem dziejami świata z oddali
i dystansu. Celem Stwórcy jest doprowadzenie wszystkiego do pełnej doskonałości, do której nas
przeznaczył.
Wiara w Opatrzność wyraża prawdę, że Bóg nie jest obojętnym Stwórcą, który nas
powołał do życia, a potem powiedział: „radźcie sobie sami”. Jest zupełnie inaczej — Bóg ma nas
cały czas na oku, co nie znaczy, że On sam wszystko robi za nas. Podobnie jak rodzice, którzy
z troską patrzą na swoje dzieci, pragną ich dobra, a przecież pozwalają im żyć swoim życiem.
Dziecko nie jest nakręconą zabawką rodziców, człowiek nie jest zaprogramowany przez Boga.
Bóg znajduje się u podstaw działania człowieka, jak mówi św. Paweł: „Bóg bowiem
sprawia, że pragniecie i działacie zgodnie z Jego upodobaniem” (Flp 2, 13). Pan Bóg bardzo
rzadko rządzi światem bezpośrednio, kiedy np. wchodzi w porządek natury przez swoje cudowne
interwencje. Zwykle działa pośrednio, np. przez innych ludzi, tak jak przez rodziców kieruje
dziećmi. Głos sumienia, wychowanie, otoczenie, rady dobrych ludzi, a często i niepowodzenia są
narzędziami w ręku Opatrzności.
Pan Bóg coś na nas dopuści, ale nigdy nas nie opuści. Boża obecność i bliskość są
szczególnie ważne w trudnych chwilach, kiedy potrzebujemy Bożej pomocy. Słowo „opatrzność”
w języku polskim jest bliskie słowu „opatrzeć”. „Opatrzność” to również opatrywanie ran. Bóg
nie tylko na nas patrzy, widzi naszą życiową drogę, ale też opatruje nasze rany, byśmy mogli iść
dalej.
Katecheza, 28 września 2025.
Stworzenie świata niewidzialnych duchów- aniołów
W wielu domach rodzice umieszczają nad łóżeczkiem syna lub córki obrazek Anioła
Stróża. Zwykle przedstawiony jest on jako uduchowiona istota ze skrzydłami, strzegąca dzieci.
Jedną z pierwszych modlitw, którą rodzice uczą swoje dziecko jest modlitwa: Aniele Boży, Stróżu
mój. W czasie dzisiejszej katechezy spróbujemy odpowiedzieć na pytania: kim są aniołowie? Co
o nich wiemy? Czego na ich temat uczy Kościół?
Słowo anioł pochodzi od greckiego słowa angelos i oznacza zwiastuna albo posłańca.
Anioł to istota, która nie należy do świata ziemskiego, ale może kontaktować się z ludźmi
i wywierać na nich wpływ. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Jako stworzenia
czysto duchowe aniołowie posiadają rozum i wolę: są stworzeniami osobowymi
i nieśmiertelnymi. Przewyższają doskonałością wszystkie stworzenia widzialne” (KKK 330). Jan
Paweł II nauczał, że „stanowią one jak gdyby najbliższe środowisko Boga”. Biblia wielokrotnie
wspomina o udziale aniołów w najważniejszych momentach historii zbawienia. W Starym
Testamencie anioł strzegł bram raju po opuszczeniu tego miejsca przez Adama i Ewę (Rdz 3,24);
aniołowie objawiali prorokom wolę Boga (Iz 6,6; Ez 40,3) oraz głosili chwałę Stwórcy (Iz 6,2).
W szczególności aniołowie mają misję troszczenia się o ludzi. Widać to doskonale w Nowym
Testamencie, kiedy to anioł zapowiedział Zachariaszowi niezwykłe narodziny jego syna (Łk 1,19),
zwiastował Maryi poczęcie Jezusa (Łk 1,26) i polecił Józefowi udać się do Egiptu, aby uchronić
Dzieciątko przed zemstą Heroda (Mt 2,13-19). Ewangelie mówią także o obecności
anielskiej podczas modlitwy Jezusa w Ogrójcu (Łk 22,43), przy grobie Zmartwychwstałego (Łk
24,4) i przy Wniebowstąpieniu (Dz 1,11). Wszyscy Ewangeliści zapisują też, że „Syn
Człowieczy… przyjdzie w chwale Ojca swojego razem z aniołami świętymi” (por. Mk 8,38).
Z analizy tekstów biblijnych wynika, że aniołów jest wielu. Są oni „stworzeniami
duchowymi, które nieustannie wielbią Boga i służą Jego zbawczym zamysłom. Współdziałają we
wszystkim, co dla nas jest dobre. Otaczają Chrystusa, swego Pana, służą Mu w szczególny sposób
w wypełnianiu Jego zbawczej misji wobec ludzi” (KKK 350, 351). Biblia wspomina o różnych
grupach aniołów (chórach anielskich), wymieniając m.in. archaniołów, serafinów, cherubinów,
moce, zwierzchności albo panowania. Zapewne to zróżnicowanie wynika ze spełnianych przez
nich funkcji.
Katecheza, 21 września 2025.
Bóg jest jeden i jedyny
Symbol wiary nicejsko-konstantynopolitański, który odmawiamy podczas każdej
niedzielnej Mszy Św., zaczyna się od słów: „Wierzę w jednego Boga”. Wyznanie, że „jest
jeden Bóg” stanowi zatem pierwszą i główną prawdę wiary chrześcijańskiej. Podobnie jak
żydzi i muzułmanie, chrześcijanie są monoteistami. Słowo monoteizm z języka greckiego
oznacza jednego Boga. Bóg objawił się Narodowi Wybranemu, który szedł do Ziemi
Obiecanej, tymi słowami: „Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem — Panem jedynym.”
(Pwt 6,4). Dekalog już w pierwszym przykazaniu naucza: „Nie będziesz miał bogów
cudzych przede Mną!” (Wj 20,3). U początku wiary monoteistycznej stoi zatem zdecydowane
odrzucenie przez Stary Testament pogańskiego politeizmu, czyli wielobóstwa. Jezus Chrystus
potwierdził tę wiarę w przykazaniu miłowania jednego Boga „z całego serca, z całej duszy, ze
wszystkich myśli i ze wszystkich sił”.
Mówiąc wraz z Kościołem: „Wierzę w jednego Boga”, wyznajemy przede wszystkim,
to że Bóg może być tylko jeden i nie ma sobie równego. Gdyby Bóg nie był jeden, nie byłby
Bogiem. Wiara ta ma także wielkie znaczenie praktyczne. Uczy bowiem „żyć
w dziękczynieniu”: jeśli Bóg jest Jedyny, to wszystko, czym jesteśmy i co
posiadamy, pochodzi od Niego. Uczy poznawać jedność i prawdziwą godność wszystkich
ludzi, dzieci Jedynego Boga. Uczy też, że im bardziej i głębiej wierzymy w Boga jako Pana
naszego życia, tym mniej jesteśmy niewolnikami rzeczy i ludzi. Dzisiaj naszymi bożkami
może stać się wszystko to, co czynimy wartością najwyższą: np. pieniądze, kariera, władza,
sprzęt elektroniczny, samochód itp. Praktycznie każda wartość, która jest dobra sama w sobie,
może niestety przybrać postać zniewalającego nas bożka, jeżeli zajmuje w naszym życiu
pierwsze, najważniejsze miejsce, które należy do Pana Boga.
Katecheza, 14 września 2025.
Co oznacza, że Bóg jest wszechmocny?
W pierwszym zdaniu mszalnego wyznania wiary wypowiadamy słowa:
„Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego”. Co zatem oznacza, że Bóg jest
wszechmogący? Tak wielu ludziom trudno jest myśleć o tym, że Bóg jest
wszechmogący, gdy patrzą na krzyż Chrystusa, na cierpienie i zło obecne w
dzisiejszym świecie. Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina: „Spośród
wszystkich przymiotów Bożych Symbol wiary wymienia tylko wszechmoc Bożą;
wyznanie jej ma wielkie znaczenie dla naszego życia. Wierzymy, że wszechmoc Boża
jest powszechna, ponieważ Bóg wszystko stworzył, wszystkim rządzi i wszystko
może; jest miłująca, ponieważ Bóg jest naszym Ojcem; jest tajemnicza, ponieważ
tylko wiara może ją rozpoznać, gdy «w słabości się doskonali» (2 Kor 12, 9)” (KKK
268). Równocześnie „niekiedy Bóg może wydawać się nieobecny i niezdolny do
przeciwstawienia się złu. Bóg Ojciec objawił jednak swoją wszechmoc w sposób
najbardziej tajemniczy w dobrowolnym uniżeniu i w zmartwychwstaniu swego Syna,
przez które zwyciężył zło” (KKK, 272). Niezwykłe świadectwo o wszechmocy Boga
w bardzo trudnej sytuacji życia daje biblijny Hiob: „Wiem, że Ty wszystko możesz, co
zamyślasz, potrafisz uczynić” (Hi 42, 2).
Rzeczywiście trudno jest nam sobie wyobrazić Boga Wszechmogącego, gdy
patrzymy na cierpienie i moc zła w świecie. „Chcielibyśmy, rzecz jasna, wszechmocy
Bożej według naszych schematów myślowych i naszych pragnień: Boga
‹‹wszechmogącego››, rozwiązującego problemy, interweniującego, aby ustrzec nas od
wszelkich trudności, zwyciężającego wszystkie przeciwne moce, zmieniającego bieg
wydarzeń i usuwającego ból” – powiedział w jednej z katechez Benedykt XVI.
Jednak, jak zauważył poprzedni papież, „Jego wszechmoc jest inna: nie wyraża się
jako automatyczna czy arbitralna siła, lecz naznaczona jest miłującą, ojcowską
wolnością. W istocie Bóg, stwarzając wolne stworzenia, obdarzając wolnością,
zrezygnował z części swej mocy, pozostawiając nam moc naszej wolności. (…) Jego
wszechmoc nie wyraża się w przemocy, nie wyraża się w zniszczeniu wszelkich mocy
przeciwnych, jakbyśmy tego chcieli, lecz wyraża się w miłości, miłosierdziu,
przebaczeniu, w obdarzaniu nas wolnością, w nieustannym wezwaniu do nawrócenia
serca, w postawie jedynie pozornej słabości; Bóg wydaje się słaby, jeśli patrzymy na
Jezusa Chrystusa, który się modli, zachęca nas, który pozwala się zabić. W tej
postawie pozornej słabości, na którą składa się cierpliwość, łagodność i miłość,
ukazuje: to jest prawdziwa moc, to jest moc Boga, która zwycięży”.
Katecheza 7 września 2025.
Co to znaczy wierzyć?
Pierwsze i najważniejsze słowo, które wypowiadamy podczas składania
wyznania wiary to słowo wierzę. Spróbujmy w czasie dzisiejszej katechezy
odpowiedzieć na pytanie co ono tak naprawdę oznacza? Kiedy mówię komuś: „wierzę
ci”, to znaczy, że przyjmuję to, co mówi, za prawdziwe. Jednak wiara to coś więcej niż
tylko samo przekonanie o czymś. Zwykle, kiedy myślimy o wierze w coś lub w kogoś,
mamy na myśli intelektualne przekonanie, że to coś czy ten ktoś istnieje. Wiara w
Boga oznacza jednak coś więcej: nie tylko uznanie, że On istnieje, lecz także zaufanie
Mu na tyle, że zgadzamy się postępować zgodnie z tym, co do nas mówi.
Zilustrujmy to pewnym przykładem. Załóżmy, że pewien człowiek znalazł się
nad przepaścią i chce dostać się na drugą stronę. Jedynym sposobem na to jest most
przerzucony nad nią. Ten człowiek mógłby oczywiście powiedzieć, że wierzy w to, iż
przejście po tym moście jest bezpieczne i na tym poprzestać. Taka „wiara” jednak nie
zaprowadzi go na druga stronę, gdyż wprawdzie ten człowiek twierdzi, że wierzy, ale
nie wiąże się z tym żadne jego działanie. Jeśli jednak naprawdę wierzy, że może
bezpiecznie przejść, to wejdzie natychmiast na most i pójdzie po nim dalej. Ten
przykład pokazuje nam że możemy wierzyć w istnienie Boga i na tym poprzestać. To
jednak nie doprowadzi nas do zbudowania żywej relacji z Nim i zaufania Mu.
Oczywiście, jeżeli chcemy w taki sposób zaufać Bogu, musimy najpierw
wiedzieć, jaki On jest i czego od nas oczekuje. Zanim człowiek zdecyduje się, czy
przejście przez most jest bezpieczne, na pewno dobrze przyjrzy mu się, żeby ocenić,
czy naprawdę tak jest. Podobnie jest z wiarą: Bóg nie chce nigdy, aby wiara człowieka
była ślepa albo głupia, wynikała jedynie z tradycji, przesądów albo niewiedzy; chce
raczej, aby każdy człowiek mógł poznać Go i świadomie zdecydować o tym, że chce
Mu wierzyć. Bóg objawił ludziom, siebie poprzez Biblię – Pismo Święte. Jednak taki
sposób poznania Boga to zaledwie początek – to tak, jakby czytać książkę o kimś,
kogo nigdy nie miało się okazji spotkać. Bóg chce, abyśmy poznali Go naprawdę,
osobiście – On jest osobą, z którą możemy rozmawiać, poznawać Go i nawiązać bliską
więź. Wiara w Boga oznacza więc posiadanie takiej z Nim więzi.
Katecheza 31 sierpnia 2025.
Odpusty zupełnie, które możemy zyskać w oznaczonych dniach roku.
W czasie ostatniej katechezy rozważaliśmy na temat praktyk pobożnościowych, za
które można zyskać odpust zupełny codziennie. Dziś spróbujemy omówić wybrane praktyki,
do których przypisany jest odpust zupełny, który wierni mogą zyskać w wybrane dni roku.
Odpusty zupełne, które można uzyskać w oznaczonych dniach:
1. Za pobożne, publiczne odmówienie hymnu O stworzycielu Duchu przyjdź w dniu 1
stycznia oraz w uroczystość Zesłania Ducha Świętego.
2. Za pobożne, uroczyste odmówienie hymnu Sław języku tajemnicę z wezwaniem i
modlitwą w Wielki Czwartek i w uroczystości Bożego Ciała.
3. Za pobożny udział i ucałowanie Krzyża w czasie uroczystości adoracji krzyża w
liturgii Wielkiego Piątku.
4. Za odnowienie, w jakiejkolwiek używanej formule, przyrzeczeń Chrztu Św.:
a) w czasie nabożeństwa w Wigilię Paschalną
b) w rocznicę swojego chrztu
5. Za pobożne, publiczne odmówienie aktu wynagrodzenia Jezu najsłodszy w
uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa.
6. Za pobożne, publiczne odmówienie Aktu oddania się rodzaju ludzkiego Jezusowi
Chrystusowi w uroczystość Chrystusa Króla.
7. Za pobożne nawiedzenie cmentarza wraz z modlitwą za zmarłych, choćby tylko w
myśli, w dniach od 1 do 8 listopada zyskać można codziennie odpust zupełny, który
można ofiarować jedynie za zmarłych.
8. Za pobożne nawiedzenie kościoła lub kaplicy w dniu Zadusznym. Odpust ten można
zyskać tylko za zmarłych, a przy nawiedzeniu kościoła lub kaplicy trzeba odmówić
modlitwy Ojcze nasz i Wierzę w Boga.
9. Za publiczne odmówienie hymnu Ciebie Boże wysławiamy w podziękowaniu Panu
Bogu za łaski w ostatni dzień roku.
10. Za udział z pobudek religijnych w uroczystym nabożeństwie eucharystycznym,
odbywanym na zakończenie Kongresu Eucharystycznego.
11. Za odprawienie rekolekcji przynajmniej przez 3 pełne dni.
12. Za udział w uroczystym zakończeniu Misji ludowych, o ile wierny wysłuchał w czasie
misji kilku nauk.
13. Za przyjęcie, z pobożnym usposobieniem, błogosławieństwa papieskiego Urbi et
Orbi, którego udzielił Ojciec Święty nawet tylko przez radio.
Katecheza 24 sierpnia 2025.
W jaki sposób możemy zyskać odpust cząstkowy?
W czasie ostatniej katechezy dowiedzieliśmy się czym się różni odpust zupełny od
cząstkowego? Doszliśmy do wniosku, że ten kto zyskuje odpust cząstkowy dostępuje
odpuszczenia takiej kary doczesnej za grzechy, na jaką zasługuje wartość spełnionego przez
niego dobrego czynu i w zależności od tego, jakim odpustem cząstkowym obdarzył Kościół
określoną czynność, której spełnienia podjął się człowiek. Im bardziej ktoś wykonuje dany
czyn z wiarą, miłością, pokorą, szczerym sercem, tym większą duchową korzyść odnosi. W
czasie dzisiejszej katechezy spróbujemy sprecyzować w jaki sposób można odpust cząstkowy
zyskać. Papież Paweł VI w Konstytucji apostolskiej o odpustach Indulgentiarum doctrina
przedstawił trzy sposoby zyskiwania odpustów cząstkowych. Oto one:
Sposób pierwszy:
Każdy wierzący może uzyskać odpust cząstkowy, jeśli podczas codziennych
obowiązków i trudności życia zwróci swoją myśl do Boga z pokorną ufnością i doda do tego
krótką modlitwę, tzw. akt strzelisty – nawet tylko w myślach. Taka praktyka pomaga lepiej
wykonywać codzienne zadania i znosić trudności życiowe. Ma duże znaczenie duchowe –
rozwija miłość do Boga i chrześcijańską nadzieję, zachęca do częstszej modlitwy i dobrych
intencji. Akt strzelisty to krótkie wezwanie do Boga, Maryi lub Świętych – np. Jezu, ufam
Tobie, Maryjo, wspomóż mnie, Boże, pomóż mi. Nie trzeba go wypowiadać na głos –
wystarczy pomyśleć go z wiarą.
Sposób drugi:
Wierzący uzyskuje odpust cząstkowy, gdy z pobudek wiary pomaga potrzebującym –
osobiście lub dzieląc się swoim majątkiem. Chodzi o uczynki miłosierdzia względem duszy i
ciała, czyli każdą pomoc bliźniemu, który naprawdę jest w potrzebie. Ważne jest, by robić to
z motywów wiary, nie tylko z ludzkiego współczucia czy chęci uznania. Taką pomocą może
być np. rozmowa z kimś samotnym, danie pieniędzy osobie biednej, pomoc sąsiadowi – pod
warunkiem, że wypływa z miłości bliźniego zakorzenionej w wierze.
Sposób trzeci:
Wierzący może otrzymać odpust cząstkowy, gdy w duchu umartwienia świadomie
zrezygnuje z czegoś dobrego, ale przyjemnego. Chodzi o drobną ofiarę – np. rezygnację ze
słodyczy, serialu, wygody – z miłości do Boga i chęci duchowego wzrostu. Warunkiem jest,
żeby ta rezygnacja była dobrowolna i miała duchowy sens, a nie wynikała np. z diety czy
obowiązku. Takie praktyki pomagają opanować samego siebie i uczą większej miłości do
Boga.